poniedziałek, 28 listopada 2016

Perpignan


W końcu do Was wracam! Ze zdwojoną siłą, z zapałem do pracy i z ogromną motywacją. Co jest tak pięknego w podróżach, że każdy z Nas chciałby wyruszyć w nią chociażby jeden raz? Uważam, że jedną z rzeczy, które tak bardzo wabią Nas poza granice Naszego kraju jest przede wszystkim odmienna kultura, klimat, czy kuchnia. Dwutygodniowy wyjazd uświadomił mnie w przekonaniu, że podróże zaczynają być dla mnie czymś więcej niż tylko kilkunastodniowym wyjazdem. Jest to moment, gdzie zaczynasz widzieć jak piękna potrafi być przyroda, a także możesz spojrzeć od wewnątrz na poszczególne narodowości, zwyczaje a przede wszystkim-zobaczyć na własne oczy to czego nigdy wcześniej nie byłaś w stanie zobaczyć. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam dawkę zdjęć z pierwszych dni mojego tripu do Perpignan(czyt. Perpinią). 




Perpignan to mała miejscowość położona na wybrzeżu morza śródziemnego we Francji. Klimat, który tam panuje jest bardzo suchy, a w zimie temperatura spada aż do... 15 stopni. Leciałam do Girony (czyt. dżirony). Miejscowość ta znajduje się w Hiszpanii i do Francji jest zaledwie 90km.W pierwszy dzień wyruszyłam zwiedzać najbliższą plażę do której dzieliło mnie 13km. Była to plaża Cannet, która jest naprawdę przepiękna. Okres wakacyjny w Perpignan trwa od początku maja do końca września i to własnie wtedy cała plaża przepełniona jest przeróżnymi atrakcjami, barami, czy klubami. Ja skorzystałam z pobliskiej restauracji i zamówiłam bardzo popularne naleśniki z bananami, gałką lodów i nutellą. Koszt takiego dania to 6.50€.



Z moją przyjaciółką Sylvią znam się od ponad 6 lat. Od początku znajomości zawsze potrafiłyśmy dojść do porozumienia w każdej dziedzinie, a także posiadałyśmy podobne zainteresowania. Niestety po 2 latach Sylvia wyjechała do szkoły z internatem we Francji. To własnie tam została aż do dziś. Widywałyśmy się od tamtej pory bardzo rzadko. To właśnie u Niej zatrzymałam się na te cudowne dwa tygodnie i to dzięki Niej oraz Jej mamie - Pani Beacie zdołałam zobaczyć tyle przepięknych miejsc we Francji oraz Hiszpanii.



Zwyczaje we Francji są bardzo specyficzne. Obiady podawane są do godziny 14 i niestety, ale o tej godzinie każdy kucharz kończy swoją pracę i nie ma możliwości zamówienia ciepłego dania. Bardzo specyficznym zwyczajem jest również to, że do każdego zamówienia zawsze dodawana jest butelka wody. Nawet w przypadku zamówienia kawy, herbaty czy innego napoju.



Miałam to szczęście, że w pierwszym tygodniu temperatura przekraczała 20 stopni. Ponad to raz w roku do Perpignan przyjeżdża ogromne wesołe miasteczko - Saint Martin. Pieszo od Naszego miejsca zamieszkania było około 10 minut, dlatego średnio co drugi dzień wychodziłyśmy na ciepłe gofry z nutellą i konfiturą borówkową lub Churros(czyt.Czuros). Jest to takie ciasto nadziane nutellą oraz obtoczone w cukrze. Bardzo słodkie i zapychające. Osobiście preferuję gofry!



W kolejnym poście będziecie mogli zobaczyć kilka zdjęć z Wesołego Miasteczka,a także moje wrażenia. Bądźcie na bieżąco i subskrybujcie bloga! Możecie to zrobić poprzez wpisanie swojego maila. Za każdym razem gdy dodam nowy post zostaniecie o tym powiadomieni mailowo. Aby zasubskrybować wystarczy wpisać maila w odpowiedniej rubryce na pasku bocznym. Buziaki i do następnego!



DETAILS:

Bag- Micahel Kors, SHOPBOP / Blouse - Chic Me (HERE) / Shoes - ZARA

niedziela, 13 listopada 2016

Cocolita


Jak tam u Was? Podejrzewam,że przez długi weekend mieliście sporo wolnego czasu. Ja również więc z tego powodu postanowiłam Was zaskoczyć zupełnie innym postem. Dzisiaj przychodzę do Was z moim nowym zamówieniem ze strony Cocolita. Jest to drugi post kosmetyczny w całej żywotności mojego bloga. Skłoniło mnie głównie to, że drogeria ta znajduje się w RZESZOWIE! Co prawda jest to sklep internetowy, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że zamówienie dotrze o wiele szybciej, a ceny niektórych produktów są o wiele niższe od tych, które są w stacjonarnych sklepach. Na co zdecydowałam się robiąc zamówienie? Zamówiłam aż kilkanaście produktów. Głównie te, które planowałam kupić już dawno albo te, które są u mnie na wykończeniu np. podkład.


Pierwszym trafnym celem było zamówienie szczotek Tangle Teezer. Jestem w posiadaniu jednej z nich i nie ukrywam, że jak dla mnie jest ona nieporęczna w podróży, czy do torebki, dlatego od dawna polowałam na tą z serii "Compact" czyli zamykana, zgrabna szczotka idealna do torebki. Napisałam szczotek, gdyż drugą zamówiłam dla swojej mamy w prezencie. Niestety mama już ją porwała więc nie udało mi się zrobić zdjęcia! Skusiłam się na dwie, gdyż w sklepie Tangle Teezer Compact to koszt około 50-60zł, a na stronie udało mi się zaoszczędzić więc postanowiłam zamówić drugą i był to koszt 27zł (gdzie ja za swoją pierwszą TZ zapłaciłam aż 40zł-ten sam model). Oba modele niewiele się od siebie różnią oprócz designu, czy wielkości. Rozczesują włosy tak samo płynnie - nie ciągną i nie szarpią włosów. Jeśli ktoś nie miał styczności z tymi cudami to właśnie był taki zamysł tych produktów i sprawdzają się w tym idealnie. Mogę Wam z całego serca je polecić bo stwierdzając na podstawie pierwszego zakupu to one się naprawdę nie zużywają.


Tak jak już wspomniałam wcześniej zamówiłam podkład, a nawet dwa. Słyszałam bardzo dobre opinie o podkładzie Catrice All Matt Plus. Nigdy go nie używałam więc postanowiłam go zamówić ze względu na przystępną cenę. Zupełnie nie żałuje tego zakupu bo był to strzał w dziesiątkę pod względem krycia,a także ceny w stosunku do jakości. Podkład idealnie matuje, a także świetnie kryje. Kolejnym produktem był podkład Golden Rose Longstay Matte Foundation. W informacjach o produkcie możemy przeczytać,że jest to produkt o wysokich właściwościach kryjących, a także posiada on duży stopień krycia. Muszę przyznać,że bardzo długo utrzymuje się na skórze, jednak jeśli chodzi o krycie to jestem średnio zadowolona, dlatego staram się mieszać go z drugim podkładem. Jeśli miałabym wybierać pomiędzy tymi dwoma podkładami to zdecydowanie wybrałabym ten pierwszy od Catrice. 


Kolejny produkt to korektor z wbudowaną gąbeczką of firmy Astor. Mimo tego,że posiadam korektor, który ma bardzo dobre opinie na rynku (catrice coverage) to skusiłam się na niego ze względu na dość przystępną cenę,a także świetnie wyglądający aplikator. Bardzo fajnie matuje mi sińce pod oczami (a mam je naprawdę spore). Mimo wszystko polecam Wam ten pierwszy produkt od Catrice ze względu na niższą cenę posiada on większy stopień krycia i nie jest taki tłusty. Możecie znaleźć go na stronie Cocolita.pl - tutaj. Od dawna na oku miałam kredkę do brwi i rozświetlacz, który mogłabym wykorzystać do łuku brwiowego oraz do kącika oka. Postawiłam głównie na niską cenę i mimo niej sprawdzają się świetnie w codziennym makijażu.


Kolejnymi produktami, których chyba nigdy nie odgadnę są te do konturowania. Nie ukrywam, że mam z tym odwieczny problem. Stosowałam naprawdę wiele paletek do tego przeznaczonych, jednak zawsze jest coś nie tak. Albo za ciemny, albo robię sobie plany na twarzy mimo tego,że robię wszystko tak jak powinnam. Głowiłam się bardzo długo nad tym na którą paletkę się zdecydować i zwróciłam się z tym problemem do przyjaciółki, która poleciła mi bronzer prasowany marki W7. Faktycznie - na stronie jest on oznaczony jako "BEST" i nie na darmo... Dzięki świetnemu aplikatorowi nakłada się bardzo szybko i płynnie - bez plam.




Kolejny jest bardzo popularny rozświetlacz od Make up Revolution. Jest to seria rozświetlaczy, która znajduje się w charakterystycznych serduszkach. Od dawna planowałam zakup tego produktu. Jednym z jego plusów jest to,że jest go naprawdę dużo. Podejrzewam,że wystarczy mi przy moim użytkowaniu na minimum rok czasu. Świetnie komponuje się z bronzerem od W7. Bałam się jednak,że będzie to kolejny produkt, który nie spełni moich oczekiwań więc zamówiłam też paletkę do konturowania marki TECHNIC o różnych odcieniach. Super sprawa dla takich niezdecydowanych osób jak ja. Fajnie się sprawdza również w połączeniu z rozświetlaczem. Staram się również kombinować na miarę moich możliwości i łączyć ze sobą te trzy produkty.


No i teraz uwaga - gwóźdź programu. Matowe szminki od Golden Rose. Przed domówieniem kolejnych byłam w posiadaniu bardzo popularnego nr. 10,a także nr. 02. Wiem,że ten pierwszy zrobił na Was wrażenie. Ja osobiście jestem zachwycona jego kolorem,a także trwałością. Nie ścierają się, kolor jest idealny i trwały. Nie będę Wam ich opisywać bo na pewno słyszeliście o nich. Zrobiły one ogromny szał na rynku kosmetycznym. Na stronie Cocolita znalazłam również szminkę matową w sztyfcie, która była za kwotę 9.90zł. Byłam jej bardzo ciekawa,a także tym jak bardzo będzie różnić się jakością w stosunku do tej pierwszej szminki w płynie. Moim zdaniem różnica jest ogromna. Ta w sztyfcie nie jest w pełni matowa,a także ciężko się ją nakłada natomiast płynna dzięki praktycznemu pędzelkowi aplikuje się bardzo sprawnie i jest w stu procentach matowa. Mimo wszystko oba kolory są cudowne i nie mogłam się powstrzymać żeby nie powiększyć swojej małej kolekcji. Małej, gdyż zazwyczaj nie stosowałam szminek - póki nie natrafiłam na te od Golden Rose to moje usta nawet nie wiedziały co to. :)


Kolejny produkt, który zagościł u mnie w koszyku to zestaw gąbek do makijażu. Odkąd pamiętam używam pędzla do podkładu i nigdy nie wyobrażałam sobie bez niego codziennego make-up'u. Dotychczas słyszałam pozytywne opinie o produkcie Beauty blender, jednak świadomość wydania 70zł na kawałek gąbeczki było dla mnie dosyć śmieszne. Teraz żałuję, że nie kupiłam oryginału, gdyż te za 19.90zł są naprawdę świetne. Podkład nie robi efektu maski tylko jest naturalny i równomiernie rozprowadzony. Ze względu na to,że jest ich aż 3 to te mniejsze używam do rozprowadzenia korektora,a także wklepania produktu w małe niedoskonałości. Jedną zostawiłam sobie aż ta poprzednia mi się zużyje. Teraz korci mnie żeby zamówić oryginalny Beauty Blender, gdyż jestem bardzo ciekawa czy cena jest adekwatna. Teraz widzę czemu tyle kobiet zakochanych jest w tych właśnie produktach.


Na dziś to już chyba tyle. Dajcie znać w komentarzach czy chcecie więcej takich postów. Na pewno wiecie,że w połowie listopada lecę do Hiszpanii i niestety nie wiem czy uda mi się dodać jeszcze dla Was coś w listopadzie,ale się postaram. Buziaczki!

piątek, 11 listopada 2016

Perfect autumn


Uwielbiam długie weekendy, które umożliwiają mi poświęcenie więcej czasu blogowaniu i dzieleniu się z Wami moją pasją, która jest nieodłącznym elementem mojego życia. Tak naprawdę pasja ta była ze mną od zawsze. Do dziś wspominam śmieszne momenty mojego życia uwiecznione na zdjęciach, kiedy to ubierałam szpilki oraz sukienki mojej mamy i paradowałam szczęśliwa po domu. Każdy z Nas ma coś co sprawia mu w życiu ogromną radość i warto o tym nie zapominać, dlatego dziś przygotowałam dla Was kolejną stylizację, która jest cieplutka i idealna na jesień. Nie lubię zimna, ale kiedy widzę tą piękną aurę jaką przynosi ta pora roku to zapominam o wszystkim. Te momenty, gdy mogę otulić się ciepłym kocem i czytać książkę w towarzystwie ukochanych wosków Kringle Candle... Marzenie! Nie ukrywajmy - jestem zmarzluchem i nie wyobrażam sobie życia bez ciepłych skarpet i swetrów. Ten, który dzisiaj Wam pokażę stał się moim numerem jeden. Do tego skórzane eskimoski, bez których również nie wyobrażam sobie jesieni. 




 Ostatnio zmieniłam stylistkę paznokci i aktualnie uczęszczam do nowego salonu na osiedlu projektant - JAK NA DŁONI. Tym razem postawiłam na klasyczne pastele, które perfekcyjnie komponują się z moim sweterkiem od Denley.pl. Wiem, że wiele z Was jest ciekawe, gdzie robię paznokcie, a także czym kieruje się wybierając salon. Specjalnie dla Was po moim powrocie z Hiszpani lub przed jeśli tylko znajdę chwilke czasu zrobię post, gdzie opiszę wszystkie moje "Paznokciowe" doświadczenia. Resztę detali możecie ujrzeć na zdjęciach. Jak Wam się podoba takie jesienne zestawienie dla zmarzluszków?











 Photos - Bartłomiej Szeliga
DETAILS:
Sweater - Denley.pl (HERE) / Shoes - Czasnabuty.pl (HERE) 
Bag - Goshico (HERE) / Pants - Sheinside